Pewnego razu na skrzyżowaniu spotyka się garbus i czołg.
- O matko, ale ty masz garba! - zdumiał się czołg.
- Wolę mieć garba niż fiuta na czole - odpowiedział garbus.
Nadziany gościu przychodzi do salonu z samochodami i mówi:
-Dzieńdoberek(panie Gierek)!! Chcę kupić luksusowy samochód, ale taki, żeby mało palił.
-Służę uprzejmię.
Podchodą do pierwszego:
-Ile pali to cudo?
-12 litrów na 100 km!
-UU...
Podchodzą do drugiego:
-Ile pali??
-9 litrów na 100 km!
Podchodzą do trzeciego, a w nim gostek pucuje tapicerkę:
-A ten, ile pali??
-Trzy paczki dziennie!

Studencka Marka

odpowiedz na wszystkie pytania



W ciągu ostatnich 30 dni zagłosowano (przeliczam) razy w naszych ankietach

Nawyki, które kończą się mandatem sto metrów za granicą

dusky-highway-scenery

Polski kierowca ruszający na zachód albo na południe zwykle zabiera ze sobą kodeks drogowy w wersji zapamiętanej. Kłopot polega na tym, że część rzeczy legalnych albo po prostu tolerowanych w kraju po drugiej stronie granicy jest wykroczeniem, a mandat wypisuje się od razu i bez dyskusji. Najdroższe nie są przy tym spektakularne wybryki, tylko drobiazgi: brakująca nalepka, kieliszek wina do obiadu, jedna kamizelka za mało w bagażniku.

Spis treści

Zero znaczy zero

W Polsce obowiązuje limit 0,2 promila, co w praktyce oznacza margines na kufel piwa z poprzedniego wieczoru. W Czechach, na Słowacji, na Węgrzech i w Rumunii limit wynosi dokładnie zero i jest traktowany dosłownie — każda wykryta wartość to wykroczenie, a w części tych krajów natychmiastowe. W Niemczech, Francji, Włoszech, Austrii i Hiszpanii granica jest wyższa niż polska i wynosi 0,5 promila, tylko że kierowcy z krótkim stażem obowiązują tam limity obniżone, niezależnie od tego, w którym kraju wyrobili prawo jazdy.

Opłata, której nie widać z drogi

Od lipca 2023 roku jazda państwowymi odcinkami polskich autostrad jest dla samochodów osobowych bezpłatna, co skutecznie odzwyczaiło kierowców od myślenia o opłatach. Tymczasem w Austrii, Czechach, na Słowacji, w Słowenii, na Węgrzech i w Szwajcarii wjazd na drogę szybkiego ruchu bez winiety — dziś w większości elektronicznej, kupowanej online — jest wykroczeniem wykrywanym automatycznie. Kwoty za brak winiety bywają kilkudziesięciokrotnie wyższe od ceny samej winiety, a bramka nie jest potrzebna, żeby je naliczyć.

Nalepki na szybie zamiast strefy na mapie

Polskie strefy czystego transportu działają na zasadzie kryteriów: rocznik, norma emisji, rodzaj paliwa. We Francji i w Niemczech logika jest inna — liczy się fizyczna nalepka na szybie. Francuski Crit'Air i niemiecka plakietka ekologiczna muszą być wykupione i przyklejone, zanim auto wjedzie do strefy, i nie da się ich nadrobić po fakcie ani wytłumaczyć tym, że samochód spełnia wymagania.
Sam pojazd może być więc formalnie w porządku, a kierowca i tak zapłaci — za brak papierka, nie za emisję.

Wyposażenie liczone na sztuki

Polska wymaga w samochodzie gaśnicy i trójkąta ostrzegawczego. Poza krajem lista się rozjeżdża: w Niemczech, Austrii i Czechach dochodzi apteczka, we Francji, Włoszech, Hiszpanii i Austrii kamizelka odblaskowa, przy czym w części państw liczy się jedna na każdą osobę w pojeździe, a nie jedna na auto. W Bułgarii, Rumunii i Grecji sprawdzana jest z kolei gaśnica, której w niektórych krajach zachodnich nikt nie wymaga. Do tego dochodzą opony zimowe, obowiązkowe w Austrii i Słowenii w wyznaczonych terminach, a w Niemczech i Czechach zależne od warunków na drodze — pojęcia w polskich przepisach nieistniejącego.

Antyradary i aplikacje

Polski kierowca przyzwyczaił się do aplikacji ostrzegających o kontrolach prędkości. We Francji urządzenia wykrywające radary są zakazane, a samo ich posiadanie w aucie wystarcza do mandatu i konfiskaty. W Niemczech nielegalne jest korzystanie podczas jazdy z funkcji ostrzegania o pomiarach, także w telefonie. Przepis dotyczy używania, nie zainstalowania, ale w praktyce sprawdza się to w trakcie kontroli.

Mandat liczony od zarobków

W Polsce taryfikator jest z góry znaną tabelą. W Szwajcarii, Norwegii i Finlandii wysokość kary za prędkość zależy od dochodu sprawcy, co przy poważniejszym przekroczeniu potrafi dać kwotę rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. Nie chodzi przy tym o rekordy z nagłówków — mechanizm uruchamia się przy przekroczeniach, które w kraju kończą się kilkuset złotymi.

To, że nikt nie zatrzymał, nie znaczy, że sprawa się skończyła

Rozwiązania obowiązujące w Unii pozwalają przekazywać dane właścicieli pojazdów między państwami, więc wezwanie do zapłaty za wykroczenie zarejestrowane przez fotoradar we Włoszech czy w Niderlandach potrafi dotrzeć do Polski kilka miesięcy po wakacjach. Do kwoty mandatu dochodzą wtedy zwykle koszty obsługi sprawy przez firmę windykacyjną, co podnosi rachunek dwukrotnie albo bardziej.

Podsumowanie

Różnice między polskimi a europejskimi przepisami rzadko dotyczą rzeczy oczywistych — limity prędkości i zakaz trzymania telefonu w ręku wyglądają wszędzie podobnie. Rozjeżdżają się szczegóły: dopuszczalny promil, obowiązkowa nalepka, liczba kamizelek, elektroniczna winieta, sposób liczenia kary. Wszystkie są tanie do sprawdzenia przed wyjazdem i drogie do wyjaśniania na poboczu, zwłaszcza że w większości przypadków kierowca dowiaduje się o przepisie dopiero w momencie, gdy już go złamał.


opublikowano: 2026-09-11
« powrót
Komentarze
Polityka Prywatności